Na dwa baty - Pożyczony narzeczony
( 0 Votes )

Dzięki filmowi Luke'a Greenfielda już wiem, o co chciałbym poprosić spełniającą życzenia złotą rybkę. Otóż marzy mi się zamieszkać w świecie z "Pożyczonego narzeczonego". Tylko tutaj w pracy spędza się prawdopodobnie jeden dzień w tygodniu, a jedyne, co się wówczas robi, to wysyła miłosne smsy i odbiera bukiety czerwonych róż. Wolny czas upływa z kolei na ciągłych wyjazdach do nadmorskich miejscowości, seksie i przesączaniu przez gardło wysokoprocentowych trunków.

Najważniejsze jednak, że świat ten zamieszkują trzydziestolatkowie, których rozwój emocjonalny i intelektualny zatrzymał się w okolicach pierwszej klasy liceum. Każda średnio rozgarnięty dorosły czułby się w ich towarzystwie jak przedstawiciel szkoły frankfurckiej! Miłosny trójkąt tworzą tutaj: prawniczka o sarnim spojrzeniu (Goodwin), jej sukowata i zaborcza najlepsza przyjaciółka (Hudson) oraz mydłkowaty narzeczony tej ostatniej (Egglesfield). Choć film trwa prawie dwie godziny, jego fabułę można streścić w jednym zdaniu: prawniczka przespała się z przyszłym mężem swojej kumpeli i nie wie, co z tym fantem zrobić. Jej rozterki dałoby się jeszcze zrozumieć, gdyby gra była warta świeczki. Jednak tytułowy pan młody in spe ma charyzmę ameby i cierpi na całkowity brak asertywności. Wystarczy na niego głośno krzyknąć, a będzie wykazywał się dyscypliną godną pruskiego wojaka. Zgodzi się nawet ożenić z kobietą, której nigdy nie kochał.

Przy tak wątłym scenariuszu reżyser Luke Greenfield (nakręcił wcześniej m.in. sympatyczną "Dziewczynę z sąsiedztwa") nie ma za wiele do roboty. Kiedy trzeba, spuszcza na bohaterów ulewę i puszcza w tle romantyczny love song. Kiedy indziej wyludnia Nowy Jork, zapala słońce i kręci sceny romantycznych spacerów. Raz na jakiś czas w filmie zdarza się dobry i dowcipny dialog, ale szybko rozmywa się on w atmosferze bylejakości. Jedyną postacią wybijającą się ponad przeciętność pod względem charakteru, inteligencji i poczucia humoru jest pisarz Ethan, grany przez Johna Krasinskiego. Jego cierpkie komentarze są jak włączony wentylator w dusznym pokoju w upalne popołudnie. Znamienne, że scenarzyści, którzy nie wiedzą, jak wykorzystać potencjał Ethana, zsyłają go niczym banitę na Wyspy Brytyjskie. Czyżby niezamierzenie dawali widzom w ten sposób wskazówkę dotyczącą własnego filmu? Wszak nie od dziś wiadomo, że najlepsze komedie romantyczne kręcą Anglicy. Amerykanie oferują tylko bardzo średnią krajową.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Zamknij x
W ramach naszej strony stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, dzięki czemu dostosowuje się ona do Twoich indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Możesz w każdym czasie dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.